środa, 30 lipca 2014

może morze?

17.07 Scarborough nad Morzem Północnym


Pierwszy raz byłam nad morzem i to nie było polskie morze:D Scarborough to na prawdę ciekawa miejscówka na wycieczkę. Nam się udało, ponieważ tego dnia było bardzooo ciepło.... hmm..a ponoć w Anglii jest zimno i ciągle pada (??!). Spędziłam tam 4h, ale za to mega aktywnie i z dużą ilością kopytkowania. Oczywiście na pierwszy ogień poszła plaża i morze. Woda na początku była zimna, ale jak już się w niej postało chwilę to było okej. Najfajniejszym uczuciem były przypływające fale. Niestety tego dnia nie miałam okazji 'popluskać się' w wodzie, bo nie miałam stroju kąpielowego - minusy spontanicznych wycieczek.





Potem przyszedł czas na zwiedzanie miasta. Nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia miasto jak miasto - masa ludzi, dużo przydrożnych barów z fast foodami, kasyn z zabawkami, uliczka goni uliczkę, ale da się ogarnąć;) 
Apropo kasyn - strzeżcie się ich lub wchodźcie do nich z małą ilością kasy, bo taka zabawa na prawdę wciąga i raczej nie ma się z niej dużych korzyści;p




Naszym planem było zobaczenie ruin zamku. Szliśmy tam dość długo i do tego pod górkę, ale przed wejściową bramą stwierdziliśmy, że to raczej nic ciekawego i wróciliśmy na plaże odpocząć - czasami brak konkretnego planu to błąd hahaha;p Chociaż po drodze było na co popatrzeć. Widoki z góry na plaże i miasto robią wrażenie...






W drodze na plaże zaliczyliśmy jeszcze przejażdżkę motorówką. Spontaniczne decyzje są najlepsze;D
Bilet kosztuje tylko 4funty! Start jest wolny, nic specjalnego, a potem w ciągu kilku sekund motorówka się mega rozpędza - co prędkość!;o Niby nic takiego a daje tyle radości:)




I w końcu plażaaaaa.. :) Około godziny 18 ludzie kończą swoje leżakowanie i wracają do domów, więc i my tak zrobiliśmy. Nie mamy za blisko do Scarborough, bo jedziemy tam ok.2h, ale myślę, że jeszcze tam wrócimy:) 


PS. W Polsce boje się gołębi, a tam bałam się mew! Serio one są dziwne.. Strzeżcie się ich hahaha;p



niedziela, 13 lipca 2014

"Nadzieja matką głupich,...

ale każda matka kocha swoje dzieci!" - tak bardzo pasuje do mojej sytuacji i tego co się działo w tym tygodniu;)

Niby nic takiego, ale udało mi się wrócić do pracy gdzie byłam rok temu. Ktoś może pomyśleć 'co w tym takiego praca jak każda inna' jednak dla mnie nie. Jeżeli mam do wyboru:
1. miejsce które znam, wiem jak funkcjonuje i mogę tam spotkać swoich znajomych
2. podobne miejsce, jednak z różnymi niewiadomymi
wiadomo, że wybór jest oczywisty biorę 1;)
Nie było to jednak takie proste. Musiałam trochę pokombinować i pościemniać oraz jak ja to mówię - użyć swojego uroku osobistego hahaha ;D Miałam farta i to wielkiego! Wszystko bardzo szybko się rozegrało, ponieważ we wtorek byłam na spotkaniu w sprawie pracy, a już w środę w niej byłam. Przez 3dni byłam jako Jagoda Incognito, ale na szczęście już wczoraj byłam ja jako ja. Dobrze, że wyszło tak jak chciałam i obeszło się bez jakiś niemiłych akcji.

Najbardziej dziwi mnie to, że ludzie mnie nie poznają. Serio przez rok, aż tak się zmieniłam? 
Ostatnio zmieniłam fryzurę, ale jak dla mnie to niewielka zmiana. Niektórych spotkań nie mogłam się doczekać! Cieszą mnie pozytywne reakcje moich znajomych i to jest chyba najfajniejsze w tej całej sytuacji.;)
Wczoraj dostałam ciekawy 'komplement' od kolegi 'Postarzałaś się przez ten rok' - zabawne, ale hmm może coś w tym jest;)



Praca za granicą to ciekawe doświadczenie. Nie chodzi mi o samą pracę, ale o radzeniu sobie w różnych sytuacjach. Banki, agencje i tego typu instytucje już wywierają lekką presje na obcokrajowcu. Niby większość osób w moim wieku umie poprowadzić konwersacje po angielsku, ale nerwy i stres jednak robią swoje. W domu można mieć zajebistą koncepcje tego co chce się powiedzieć, ale jak już trzeba to z siebie wydusić to nie zawsze jest dobrze. Ja w banku tak się pogubiłam, że po wyjściu z niego sama nie ogarniałam co tam mówiłam hahaha. Nie wstydziłam się tego, że coś źle powiedziałam, bo ludzie tu czasami rozmawiają prawie że na migi lub 'Kali jeść, Kali pić', ale zła byłam, że nie zrobiłam tego jak chciałam. W takich sytuacjach zawsze wspominam jak wyglądały moje lekcje języka angielskiego w gimnazjum i szkole średniej. Jak dla mnie książki, ćwiczenia gówno dają -.- Ludzie mało się z tego uczą, a nawet jak się czegoś nauczą to nie potrafią lub boją się z tego korzystać. Jednak za mało jest ćwiczeń praktycznych. Nawet zwykłe konwersacje na byle jakie tematy dają dużo. To, że raz na tydzień nauczyciel zada pytanie po angielsku, a uczeń mu odpowie nie wnosi wiele. Praktyka ponad wszystko! Dużo osób ma tak, że chce coś powiedzieć i nagle w głowie pojawia się myśl 'Czy to na pewno jest poprawnie?'  i to jest chyba najgorsze uczucie, które tutaj często mi towarzyszy. Najlepiej gada się po angielsku po alkoholu hahahaha, wtedy rozmowy toczą się bez przeszkód^^

Dzisiaj mam łóżking day! Musiałam odpocząć po tych 4 dniach kopytkowania po hali. Dziennie stoję w jednym miejscu kilka godzin lub pokonuje pierdyliard kilometrów - więc mam prawo do konkretnego odpoczynku w czasie offa :D



And the story goes on...


piątek, 4 lipca 2014

Hey, Hi, Hello


Jak już większość osób wie od środy mieszkam w Anglii a dokładnie w Shirebrooku. Już dawno myślałam o tym, żeby założyć bloga, ale jakoś nigdy nie mogłam się za to zabrać aż do dzisiaj. Co się tutaj będzie pojawiało? Wszystko i nic - moje przekminy na temat różnych rzeczy, wydarzeń, spotkań, życie w UK, coś o muzyce, modzie, tańcu, czyli to czym się interesuje i co mi się podoba czy też nie. Nie liczcie na to, że blog będzie prowadzony jakoś mega ambitnie - to będą tylko moje luźne przemyślenia i najprawdopodobniej pisane na szybko, więc nie ma co wymagać.W ciągu kilku miesięcy zostałam zainspirowana do tego przez kilka osób za co bardzo dziękuje <3


Wracając do pierwszej myśli - jestem w UK i jest śmiesznie. Pierwsza dobra akcja pojawiła się już na lotnisku - własna siostra i szwagier nie poznali mnie!! Ostatnio widziałam ich na początku roku i jak dla nich 'wylaszczyłam się' - dobry komplement jak na początek haha :D chociaż jak dla mnie wyglądam tak jak wcześniej, ale okej;)
W zeszłym roku siedziałam tu 4 miesiące i myślałam, że będę pamiętała o wszystkim do czego się przyzwyczaiłam żyjąc tutaj... jednak myliłam się. 

O czym zapomniałam:

- po tym jak sis i szwagier odebrali mnie z lotniska od razu pojechaliśmy do domu, jako że było już grubo po północy. Przez połowę drogi jechało się spoko dopóki nie musieliśmy zawrócić na drodze. Wtedy zorientowałam się, że jedziemy wolno po lewej stronie(!) i dosłownie się przestraszyłam, bo od razu w głowie pojawiła mi się  myśl 'co on robi zaraz może nam ktoś wyjechać z naprzeciwka' i nagle dzień dobry!! to już Anglia. Też za każdym razem jak mam gdzieś jechać samochodem to chce siadać za kierownice, bo znajduje się po prawej stronie - gdzie u nas jest po lewej. Każdy mój kierowca miał powód do śmiechu;p 
- przechodź kiedy chcesz - tutaj na własną odpowiedzialność na pasach można przechodzić na czerwonym świetlne. Wczoraj na tym zmarnowałam kilka minut. Gdyby nie jedna babeczka to pewnie na każdych światłach czekałabym na zielone, bo olśnienie raczej samo by nie przyszło.
Tyle dobrego, że o reszcie raczej pamiętam;)


Co lubię w Anglii:

-miłych ludzi!! pracownicy w sklepach są mili, pomocni i nie jest to coś wymuszonego. Ich 'haja' przy kasie za każdym razem mnie bawi^^
- tanie jedzenie, ciuchy, kosmetyki - ludzie zawsze mówią, że w uk jest tanio, opłaca się tu wpaść na zakupy itd. jednak moim zdaniem tanie jest wszystko, jeśli ktoś pracuje tutaj i zarabia w funtach. Oczywiście nie warto przeliczać cen na polskie złote, bo czasami może to nas skołować. Wtedy trzeba pomyśleć o tym, ile się zarabia na godzinę i już jest lepiej - ja tak mam :D
- dobry hajs za prace - oczywiście nie można go porównać do zarobków przeciętnego Anglika jednak jest o niebo lepszy niż ten, który można zarobić w Polsce.
- spokój - od kiedy jestem tutaj na prawdę dobrze się czuje. Zero stresu czy nerwów. Od tych kilku dni jestem mega wychillowana mimo to, że jestem w obcym kraju, mam kilka spraw do załatwienia, mało kogo znam, a i tak to źle na mnie nie wpływa;)

Co mnie najbardziej ucieszyło? 

Jako, że jestem sentymentalną osobą musiałam się przejść pod hale gdzie pracowałam w zeszłe wakacje. Wybrałam godzinę gdzie moja siostra miała kończyć pracę. Nie spodziewałam się, że spotkam kogoś z mojej zmiany, a tu niespodzianka - widziałam kilku znajomych:)  Przywitałam się z kim mogłam, chwilkę porozmawiałam i dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Dzięki temu mam nadzieje, że mój plan na prace wypali.. trzymajcie kciuki:)

Teraz czas na 'obiad' - pizza cheeseburgerowa omnomnom <3

PS. Niestety nie mam zdjęć z lotu, bo było za ciemno. Mogę powiedzieć jedyne, tyle że lot nocą jest czymś pięknym. Oświetlone miasta oglądane z takiej wysokości wyglądają niesamowicie *.* Jeśli macie okazję wybrać lot wieczorem to serdecznie polecam :)

See ya, Berry