piątek, 4 lipca 2014

Hey, Hi, Hello


Jak już większość osób wie od środy mieszkam w Anglii a dokładnie w Shirebrooku. Już dawno myślałam o tym, żeby założyć bloga, ale jakoś nigdy nie mogłam się za to zabrać aż do dzisiaj. Co się tutaj będzie pojawiało? Wszystko i nic - moje przekminy na temat różnych rzeczy, wydarzeń, spotkań, życie w UK, coś o muzyce, modzie, tańcu, czyli to czym się interesuje i co mi się podoba czy też nie. Nie liczcie na to, że blog będzie prowadzony jakoś mega ambitnie - to będą tylko moje luźne przemyślenia i najprawdopodobniej pisane na szybko, więc nie ma co wymagać.W ciągu kilku miesięcy zostałam zainspirowana do tego przez kilka osób za co bardzo dziękuje <3


Wracając do pierwszej myśli - jestem w UK i jest śmiesznie. Pierwsza dobra akcja pojawiła się już na lotnisku - własna siostra i szwagier nie poznali mnie!! Ostatnio widziałam ich na początku roku i jak dla nich 'wylaszczyłam się' - dobry komplement jak na początek haha :D chociaż jak dla mnie wyglądam tak jak wcześniej, ale okej;)
W zeszłym roku siedziałam tu 4 miesiące i myślałam, że będę pamiętała o wszystkim do czego się przyzwyczaiłam żyjąc tutaj... jednak myliłam się. 

O czym zapomniałam:

- po tym jak sis i szwagier odebrali mnie z lotniska od razu pojechaliśmy do domu, jako że było już grubo po północy. Przez połowę drogi jechało się spoko dopóki nie musieliśmy zawrócić na drodze. Wtedy zorientowałam się, że jedziemy wolno po lewej stronie(!) i dosłownie się przestraszyłam, bo od razu w głowie pojawiła mi się  myśl 'co on robi zaraz może nam ktoś wyjechać z naprzeciwka' i nagle dzień dobry!! to już Anglia. Też za każdym razem jak mam gdzieś jechać samochodem to chce siadać za kierownice, bo znajduje się po prawej stronie - gdzie u nas jest po lewej. Każdy mój kierowca miał powód do śmiechu;p 
- przechodź kiedy chcesz - tutaj na własną odpowiedzialność na pasach można przechodzić na czerwonym świetlne. Wczoraj na tym zmarnowałam kilka minut. Gdyby nie jedna babeczka to pewnie na każdych światłach czekałabym na zielone, bo olśnienie raczej samo by nie przyszło.
Tyle dobrego, że o reszcie raczej pamiętam;)


Co lubię w Anglii:

-miłych ludzi!! pracownicy w sklepach są mili, pomocni i nie jest to coś wymuszonego. Ich 'haja' przy kasie za każdym razem mnie bawi^^
- tanie jedzenie, ciuchy, kosmetyki - ludzie zawsze mówią, że w uk jest tanio, opłaca się tu wpaść na zakupy itd. jednak moim zdaniem tanie jest wszystko, jeśli ktoś pracuje tutaj i zarabia w funtach. Oczywiście nie warto przeliczać cen na polskie złote, bo czasami może to nas skołować. Wtedy trzeba pomyśleć o tym, ile się zarabia na godzinę i już jest lepiej - ja tak mam :D
- dobry hajs za prace - oczywiście nie można go porównać do zarobków przeciętnego Anglika jednak jest o niebo lepszy niż ten, który można zarobić w Polsce.
- spokój - od kiedy jestem tutaj na prawdę dobrze się czuje. Zero stresu czy nerwów. Od tych kilku dni jestem mega wychillowana mimo to, że jestem w obcym kraju, mam kilka spraw do załatwienia, mało kogo znam, a i tak to źle na mnie nie wpływa;)

Co mnie najbardziej ucieszyło? 

Jako, że jestem sentymentalną osobą musiałam się przejść pod hale gdzie pracowałam w zeszłe wakacje. Wybrałam godzinę gdzie moja siostra miała kończyć pracę. Nie spodziewałam się, że spotkam kogoś z mojej zmiany, a tu niespodzianka - widziałam kilku znajomych:)  Przywitałam się z kim mogłam, chwilkę porozmawiałam i dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Dzięki temu mam nadzieje, że mój plan na prace wypali.. trzymajcie kciuki:)

Teraz czas na 'obiad' - pizza cheeseburgerowa omnomnom <3

PS. Niestety nie mam zdjęć z lotu, bo było za ciemno. Mogę powiedzieć jedyne, tyle że lot nocą jest czymś pięknym. Oświetlone miasta oglądane z takiej wysokości wyglądają niesamowicie *.* Jeśli macie okazję wybrać lot wieczorem to serdecznie polecam :)

See ya, Berry 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz