ale każda matka kocha swoje dzieci!" - tak bardzo pasuje do mojej sytuacji i tego co się działo w tym tygodniu;)
Niby nic takiego, ale udało mi się wrócić do pracy gdzie byłam rok temu. Ktoś może pomyśleć 'co w tym takiego praca jak każda inna' jednak dla mnie nie. Jeżeli mam do wyboru:
1. miejsce które znam, wiem jak funkcjonuje i mogę tam spotkać swoich znajomych
2. podobne miejsce, jednak z różnymi niewiadomymi
wiadomo, że wybór jest oczywisty biorę 1;)
Nie było to jednak takie proste. Musiałam trochę pokombinować i pościemniać oraz jak ja to mówię - użyć swojego uroku osobistego hahaha ;D Miałam farta i to wielkiego! Wszystko bardzo szybko się rozegrało, ponieważ we wtorek byłam na spotkaniu w sprawie pracy, a już w środę w niej byłam. Przez 3dni byłam jako Jagoda Incognito, ale na szczęście już wczoraj byłam ja jako ja. Dobrze, że wyszło tak jak chciałam i obeszło się bez jakiś niemiłych akcji.
Najbardziej dziwi mnie to, że ludzie mnie nie poznają. Serio przez rok, aż tak się zmieniłam?
Ostatnio zmieniłam fryzurę, ale jak dla mnie to niewielka zmiana. Niektórych spotkań nie mogłam się doczekać! Cieszą mnie pozytywne reakcje moich znajomych i to jest chyba najfajniejsze w tej całej sytuacji.;)
Wczoraj dostałam ciekawy 'komplement' od kolegi 'Postarzałaś się przez ten rok' - zabawne, ale hmm może coś w tym jest;)
Praca za granicą to ciekawe doświadczenie. Nie chodzi mi o samą pracę, ale o radzeniu sobie w różnych sytuacjach. Banki, agencje i tego typu instytucje już wywierają lekką presje na obcokrajowcu. Niby większość osób w moim wieku umie poprowadzić konwersacje po angielsku, ale nerwy i stres jednak robią swoje. W domu można mieć zajebistą koncepcje tego co chce się powiedzieć, ale jak już trzeba to z siebie wydusić to nie zawsze jest dobrze. Ja w banku tak się pogubiłam, że po wyjściu z niego sama nie ogarniałam co tam mówiłam hahaha. Nie wstydziłam się tego, że coś źle powiedziałam, bo ludzie tu czasami rozmawiają prawie że na migi lub 'Kali jeść, Kali pić', ale zła byłam, że nie zrobiłam tego jak chciałam. W takich sytuacjach zawsze wspominam jak wyglądały moje lekcje języka angielskiego w gimnazjum i szkole średniej. Jak dla mnie książki, ćwiczenia gówno dają -.- Ludzie mało się z tego uczą, a nawet jak się czegoś nauczą to nie potrafią lub boją się z tego korzystać. Jednak za mało jest ćwiczeń praktycznych. Nawet zwykłe konwersacje na byle jakie tematy dają dużo. To, że raz na tydzień nauczyciel zada pytanie po angielsku, a uczeń mu odpowie nie wnosi wiele. Praktyka ponad wszystko! Dużo osób ma tak, że chce coś powiedzieć i nagle w głowie pojawia się myśl 'Czy to na pewno jest poprawnie?' i to jest chyba najgorsze uczucie, które tutaj często mi towarzyszy. Najlepiej gada się po angielsku po alkoholu hahahaha, wtedy rozmowy toczą się bez przeszkód^^
Dzisiaj mam łóżking day! Musiałam odpocząć po tych 4 dniach kopytkowania po hali. Dziennie stoję w jednym miejscu kilka godzin lub pokonuje pierdyliard kilometrów - więc mam prawo do konkretnego odpoczynku w czasie offa :D
And the story goes on...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz